Al-anon - teksty pomocnicze

Jak sobie Pomóc ? Jak sobie Radzić ? 
Gdzie szukać Pomocy ?

Al-anon

AL- Anon – są spotkaniami członków rodzin, bliskich i przyjaciół alkoholików którzy dzielą doświadczenia , wspierają się i dodają nadziei aby rozwiązać ich wspólny problem. Wierzymy że alkoholizm jest choroba rodziny i zmiana nastawienia rodziny może wspomóc powrót do zdrowia i trzeźwości. Tak jak anonimowi alkoholicy Al. Anon jest samo finansującą się wspólnotą nie mającą związku z żadną partia, instytucja , nie chce tworzyć ani angażować się w żadne dysputy , nie tworzy żadnych oświadczeń nie sprzeciwia się ani nei popiera żadnej innej organizacji czy instytucji prywatnej ani publicznej. Al. Anon ma jedyny cel – pomoc rodzinom alkoholików przez praktykowanie 12 Kroków, przez przyjęcie do swojego grona, dając pomoc w zrozumieniu i akceptacji sytuacji rodziny. Nie ma znaczenia jaka wież jest między Toba a alkoholikiem, nie ważne czy nadal pije czy nie, wszyscy którzy odczuwają skutki picia innej osoby, przynależność do Al. Anon może pomóc Ci w znalezieniu rozwiązania problemów i odnalezieniu spokoju. 



Czy Al-Anon jest dla Mnie ?   

W wielu przypadkach trudno się odnależć ,kiedy nasze życie zaczyna się toczyć obok osoby pijącej i bardzo nam bliskiej.

Zwykle nie potrafimy uwierzyć,że to my sami stajemy się ofiarą,aby temu zapobiec,należy szukać pomocy w Al-anon.to właśnie Grupy Wsparcia dla osób współuzależnionych od alkoholu


1.Czy martwisz się, ile pije ktoś inny ?

2.Czy masz kłopoty finansowe spowodowane piciem kogoś innego ?

3.Czy kłamiesz, aby ukryć picie innej osoby ?

4.Czy uważasz, że dla osoby,którą kochasz,picie jest ważniejsze od Ciebie ?

5.Czy myślisz, że osoba ta zachowuje się tak pod wpływem
swych kompanów ?

6.Czy z winy tej osoby często opóźnia się pora obiadu lub kolacji ?

7.Czy stosujesz wobec niej groźby, takie jak: "Jak nie przestaniesz pić, to Cię rzucę" ?

8.Kiedy całujesz go na powitanie, to czy starasz się ukradkiem
wyczuć zapach jego oddechu ?

9.Czy boisz się wyprowadzić kogoś z równowagi, by nie zaczął pić ?

10.Czy kiedykolwiek odczuwałaś ból lub zakłopotanie z powodu zachowania osoby pijącej ?

11.Czy wydaje Ci się, że każde święto jest zepsute z powodu picia ?

12.Czy kiedykolwiek chciałaś wezwać policję z powodu zachowania tej osoby.?

13.Czy szukasz schowanego gdzieś alkoholu ?

14.Czy uważasz, że gdyby ten pijak(ta pijaczka) kochał(a) Cię,to przestałby(łaby) pić, aby sprawić Ci przyjemność ?

15.Czy kiedykolwiek nie przyjęłaś(jąłeś) zaproszenia na spotkanie towarzyskie z powodu lęku przed tym, jak zachowa się ta osoba ?

16.Czy czasami ogarnia Cię poczucie winy, kiedy pomyślisz,w jakim stopniu starasz się kontrolować tę osobę ?

17.Czy myślisz, że gdyby ta osoba przestała pić, to rozwiązałyby się Twoje pozostałe problemy ?

18.Czy kiedykolwiek groziłaś(łeś), że zrobisz coś sobie, żeby zmusić w ten sposób osobę pijącą do wypowiedzenia słów przepraszam" albo kocha Cię,albo alkohol ?

19.Czy zdarza się, że traktujesz innych(dzieci, podwładnych, współpracowników, rodziców) niesprawiedliwie, ponieważ jesteś zły(zła) na kogoś, że dużo pije ?

Jeżeli co najmniej 3-y Twoje odpowiedzi brzmią tak-możesz być pewny)a),że jesteś współuzależniony(a)czyli Twoja Droga powinna wieść poprzez Al-anon. 



   


Czy tak musi być ,a może Twoja nieświadomość sprawia, że się boisz?

Czy tak musi być ,a może Twoja nieświadomość sprawia, że się boisz?Nie raz i nie dwa słyszałam, jak inni ludzie słysząc o kobiecie poniżanej czy bitej przez swojego partnera mówili "musi to lubić, skoro od niego nie odejdzie" - i to zdanie właściwie warunkuje myślenie o przemocy w naszym kraju. Co więcej przeważnie powtarzają je mężczyźni. 


Dwa główne powody to: 

- Wyuczona bezradność 

- Pranie mózgu 



Nie wiem czy stosujący przemoc czy nie... ale dane dotyczące stosowania przemocy wobec kobiet wskazują, że 96% sprawców przemocy, to mężczyźni, będący często pod wpływem alkoholu (stąd pisząc o sprawcy będę pisać o mężczyznach, a o osobie doświadczającej przemocy, jako o kobiecie). Dziwi też fakt, że gdy jakiś litościwy sąsiad słysząc burdę rodzinną, dzwoni po policję, to kobieta przeszkadza interweniującym policjantom i broni krzywdzącego ja partnera. 

Czemu tak się dzieje? Może ona faktycznie to lubi? 

NIE – nie lubi. Żaden zdrowy człowiek nie lubi być celowo i świadomie krzywdzonym. Jednak zachowanie kobiet doświadczających przemocy ze strony partnera warunkują dwa podstawowe czynniki, które determinują każde późniejsze jej zachowanie. Im dłużej trwają, tym trudniej wyzwolić się od sprawcy. 
Co powoduje, że kobieta trwa w krzywdzącym dla niej związku? Co powoduje, że człowiek popada w zwątpienie, apatię czy nawet depresję? To poczucie beznadziejności, które ogarnia na skutek braku dostrzegania pozytywnych perspektyw. 

Aby to łatwo zrozumieć wystarczy rozejrzeć się wokół – jak wielu ludzi mówi, że ma beznadziejna pracę, że szef jest tyranem, że płacą marne grosze, że pracuje się po 12 godzin, że praca pozbawia życia osobistego. A mimo to całe rzesze osób tak pracują. Nie dlatego, że to lubią, tylko dlatego, że nie widzą przed sobą pozytywnej szansy na zmianę. Czasem nie widzą jej przez rok, czasem przez pięć lat a czasem przez całe życie. Ci najaktywniejsi szybko zwrócą uwagę, że dana praca ich nie satysfakcjonuje, i zaczną od razu rozglądać się za lepszą posadą. 

Pozostali będą łudzić się, że może w końcu dostaną podwyżkę że może w końcu zmieni się kierownik, ze może coś takiego się wydarzy, co im poprawi sytuację. Wierzą w zapewnienia swoich szefów, że będzie lepiej, i dalej egzystują w danej firmie, tracąc swój entuzjazm, zapał do pracy i kreatywność. Tracą cel i sens życia. A na koniec przestają wierzyć, że kiedykolwiek ich sytuacja się poprawi. 

Kobieta doświadczająca przemocy w rodzinie też popada w pewien rodzaj bezradności i bierności wobec dziejących się wydarzeń, tylko jest on o wiele poważniejszy, ponieważ wynika z dużo większej ilości mechanizmów, które ją generują. 

Jeśli jakikolwiek człowiek doświadcza sytuacji których nie może kontrolować, wówczas zostaje uszkodzona lub całkowicie zniszczona jego motywacja do dalszego kontynuowania właściwych reakcji czy wprowadzania pozytywnych zmian do swojego życia. Jeśli wydarzenia których się doświadcza są nieprzyjemne i człowiek nie widzi szansy na polepszenie swojej sytuacji, to przestaje działać. I zaczyna czuć się bezradny. To zjawisko zostało opisane jako Syndrom Wyuczonej Bezradności. 

W niektórych sytuacjach taka wyuczona bezradność dotyczy sfery, w której człowiek nie odnosi oczekiwanych rezultatów. W innych, nieświadomie zaczyna przenosić się na wszystkie obszary życia, prowadząc do psychicznego paraliżu. 

Jeśli na głębokim poziomie psychicznym uwierzy się, że nie ma się wpływu na swoje życie, na relacje z partnerem i na własne szczęście, to będzie się pogłębiać mechanizm wyuczonej bezradności. Kiedy kobieta świadomie uwierzy, że nie może kontrolować przykrych sytuacji, które jej się przydarzają w związku ze swoim partnerem, to potem trudno jest jej zmienić ten sposób myślenia. 

Zrozumienie syndromu wyuczonej bezradności jest podstawą do zrozumienia, dlaczego kobiety doświadczające przemocy w rodzinie nadal w niej trwają, dlaczego nie próbują się uwalniać z toksycznych relacji. Kobieta, która uwierzyła w swoją niemoc jako człowieka, przestaje się bronić i zaczyna żyć w przekonaniu, że tak musi już być. 

Godzą się same przed sobą, że takie mają życie i tak ono musi wyglądać. Przestają zauważać, że mogą mieć wpływ na mające miejsce wydarzenia, że mogą się bronić, że mogą działać. 

Zjawisko to lepiej obrazuje dość makabryczny eksperyment, który został przeprowadzony przez amerykańskiego psychologa Martina Seligmana. Młode szczury od momentu narodzin były trzymane w rękach osoby przeprowadzającej eksperyment tak długo, jak długo trwały odruchy wskazujące na potrzebę ucieczki. 

Gdy te odruchy ustawały szczura odkładano do klatki. Procedurę te powtarzano wielokrotnie. Następnie drugim etapem eksperymentu było umieszczenie szczura w kadzi z wodą. W ciągu 30 minut szczury, u których wykształcono odruch zaniechania aktywności, tonęły. Wiele z nich nawet nie próbowało pływać, tylko od razu opadało na dno. Szczury, które nie zostały poddane treningowi bezradności pływały 60 minut. 

Kolejną sytuacją, która pokazuje, jak bardzo destrukcyjna jest świadomość braku wpływu na swoje życie, była przed kilkudziesięciu laty sytuacja słoni w cyrkach. Zwierzęta te, gdy były małe przywiązywano sznurkiem do pali, żeby nie uciekały. Po wielu próbach uwolnienia się od sznurka za pomocą szarpania się, zwierzęta te przyzwyczajały się do sytuacji, że nie mają na nią wpływu. I trwały na swoich miejscach godzinami. 

Gdy słonie stawały się dorosłe nadal były przywiązywane do pala tym samym cienkim sznurkiem. Mogły go kopnąć od niechcenia by się uwolnić, a jednak tego nie robiły, ponieważ tak głęboko zakorzenione w sobie miały przeświadczenie, że nie mają szansy na ucieczkę i zmianę warunków swojego życia. W przypadku pożarów cyrków, zwierzęta te płonęły żywcem, nie próbując uciekać. 

Ostatni z makabrycznych przykładów, który tutaj opiszę, aby lepiej zobrazować i zrozumieć sytuację osób doświadczających zjawiska wyuczonej bezradności, to przypadek mężczyzny, który przez przypadek został zamknięty w chłodni. Po kilku minutach, gdy jego koledzy zorientowali się, że go zamknęli szybko przybyli mu na ratunek. 

Niestety mężczyzna już nie żył. Jednak okazało się, że chłodnia nie była włączona i panowała w niej normalna dodatnia temperatura. Tym co zabiło tego mężczyznę, było jego głębokie przekonanie, że skoro jest zamknięty w chłodni, to w niej jest zimno, a skoro nie ma szansy na ucieczkę to musi zamarznąć. 

Dokładnie tak działamy. Całe życie uczymy się mieć wpływ na swoje życie lub pozwalać innym decydować za nas. Osoby, które w większym stopniu godzą się na to, by inni decydowali o ich życiu to osoby, u których motywację do działania wyznaczają czynniki zewnętrzne np. pochwała, docenienie, nagroda. Osoby te są w większym stopniu podatne na oddziaływania innych osób. Osoby u których motywacja bierze się z wewnątrz, są stabilniejsze i pewniejsze siebie i rzadziej pozwalają innym osobom ingerować w swoje życie. 

Skutki Wyuczonej Bezradności można podsumować do trzech głównych zakresów: 

- deficytu poznawczego, który polega na tym, że osoba doświadczająca SWB, zaczyna polegać na osobistym przekonaniu, że zmiana sytuacji na lepszą jest niemożliwa, nikt nie może pomóc, nic nie można zrobić; 
- deficyt motywacyjny, polega na zachowywaniu się biernie, rezygnacji z działań polepszających sytuacje; 
- deficyt emocjonalny, objawiający się apatią, depresją lekiem, zmęczeniem, niekompetencją, wrogością do siebie i świata. 

Przeważająca większość kobiet doświadczających przemocy w rodzinie, jest w stanie depresji. Tylko niewielka ilość z nich nie jest. Te które nie były, próbowały przejąć chociaż minimalną kontrolę nad swoją sytuacją. I chociaż wyrażało się to w irracjonalny sposób, to jednak te zachowania pozwalały im na odrobinę dystansu do doświadczanej sytuacji i ochrony przed całkowitą bezradnością. Kobiety te próbowały przejmować kontrolę nad czasem lub miejscem przemocy. 

Drugim głównym czynnikiem determinującym postępowanie osób doświadczających przemocy w rodzinie to zastosowanie technik Prania Mózgu. 
Pranie mózgu to w najprostszej definicji, takie działania, które sprawiają, że osoba manipulowana, działa zgodnie z intencjami i zamierzeniami manipulatora, że całkowicie mu ulega i postępuje tak, jak chce manipulator. 
Proces prania mózgu to szereg zachowań, które w coraz większym stopniu uzależniają osobę manipulowaną od sprawcy manipulacji. 

I istotą zrozumienia prania mózgu jest właśnie proces. Jego cykl, długość i natężenie, ponieważ nie jest to jedno czy dwa niezależne od siebie zachowania, tylko szereg postępujących po sobie czynności, które od małego stopnia natężenia, doprowadzają do coraz większej degradacji człowieka jako jednostki społecznej. 

Pranie mózgu zaczyna się od drobnych spraw, drobnych przytyków, i coraz bardziej nabiera na intensywności. Do najczęstszych technik, jakimi posługują się sprawcy przemocy, by zniewolić partnerkę należą izolację fizyczną, monopolizację uwagi, doprowadzanie do wyczerpania psycho-fizycznego, wywoływanie niepokojów i lęków a nawet depresji, szafowanie nagrodami i karami za poszczególne zachowania, decydowanie o odbieraniu nagród, manifestacja własnej mocy, władzy, wymuszania. 


Jak to wygląda w praktyce? 

Sprawca przemocy zrobi wszystko, by osoba nad którą chce uzyskać władzę, była mu w pełni posłuszna. Może to robić na różne sposoby, ale zacznie od degradacji własnego obrazu swojej partnerki. Będzie jej udowadniał i wmawiał, że jest gorsza od innych, że nie zasługuje na dobre rzeczy w życiu, że gdyby nie on, to była by zerem, nie osiągnęła by już dosłownie nic w tej swojej marnej egzystencji. W wyniku izolacji, utrudniania kobiecie kontaktów z innymi czy wstydu, kobieta jest zdana sama na siebie, na swoje spostrzeganie, swoje osądy i swoje spojrzenie na świat. 

Z tym, że ten "indywidualny" osąd, jest już zniekształcony przez narzucone poglądy sprawcy, więc ofiara zaczyna myśleć nieadekwatnie do sytuacji. Takie podejście sprawia, że kobieta zaczyna odczuwać silny lęk, strach, poczucie winy, wstyd, złość i autoagresję. To moment, w którym sprawca przejął nad nią kontrolę. Ofiara zaś staje się coraz bardziej bezradna, podporządkowana, traci poczucie własnej wartości i zaczyna przyjmować obraz świata, który jej wykreował sprawca. 

Dlaczego zatem kobiety nie szukają pomocy? 

Przyczyn ten sytuacji jest bardzo wiele. Przede wszystkim po maltretowaniach, które znoszą ze strony swojego partnera odczuwają silny lęk przed partnerem, przed jego zemstą, przed konsekwencjami jakie ją spotkają gdy odejdzie. Boi się, kolejnych, realnych aktów przemocy na sobie i często na swoich dzieciach. 

Dodatkowo odczuwa wstyd z powodu zła, któremu jest poddawana. Kobiecie jest trudno zrozumieć, że to nie jej wina, ponieważ winę za przemoc zawsze ponosi sprawca. Czuje się winna, uważając, że gdyby postępowała i zachowywała inaczej, czy gdyby była lepsza, ładniejsza, milsza, JAKAŚ-INNA to zachowania przemocowe nie występowałyby. Trudno jest pojąć, że nie ma wpływu na zło, drzemiące w innej osobie. 

Z bardziej przyziemnych spraw, dochodzi zależność finansowa od partnera czy brak zmiany możliwości lokalowych. Dom czy mieszkanie, w którym dana para mieszka zawiera efekty pracy ich całego życia. 

Odłączenie się na poziomie emocjonalnym od miejsca jest bardzo trudne. Szczególnie, że kobieta ma do wyboru tylko tymczasowe hostele czy ośrodki pomocowe. Patrząc na aspekt psychologiczny kobieta wierzy, że przemoc dotyczy wszystkich związków. To przekonanie ma wiele podstaw – może być tak, że w wyniku prania mózgu przyjęła taki sposób myślenia sprawcy. Może być też tak, że kobieta głęboko wierzy, że dane zachowanie przemocowe nigdy więcej się nie powtórzy.

A może być tak, że wyszła z rodziny, w której przemoc była i jej małżeństwo to potwierdziło, utwierdzając ją w przekonaniu o wszechobecności zachowań przemocowych w życiu. Stąd utrata wiary w zmianę sytuacji na lepszą. 
Kolejnym powodem dla których kobiety trwają w wyniszczających związkach jest brak wiary, że mogą uzyskać pomoc od innych osób. Czy to osób prywatnych czy instytucji.

Zanim więc ktoś powie "ona to lubi" niech się dwa razy zastanowi... by nie krzywdzić jeszcze bardziej 

 


 


Miłość w sytuacjach skrajnych   

Miłość w sytuacjach skrajnych„Miłość to jest to, co pozostaje, gdy już zabrane jest wszystko. Nawet nadzieja.”Anna Kamieńska


Sytuacja skrajna w odniesieniu do miłości oznacza sytuację, w której przychodzi nam kochać kogoś, kto z jakiegoś względu nie potrafi lub nie chce kochać innych ludzi, ani nawet samego siebie. 

Tak dzieje się np. wtedy, gdy próbujemy kochać ludzi bardzo niedojrzałych, egoistów, przestępców, ludzi uzależnionych, powierzchownych czy prymitywnych, a zatem ludzi, którzy wyrządzają nieraz drastyczne krzywdy innym ludziom i samym sobie. Nasza miłość jest wtedy wystawiana na największą próbę. 

Często jest to wręcz próba heroiczna. W polskich warunkach mamy najczęściej do czynienia z taką sytuacją w rodzinach dotkniętych chorobą alkoholową czy narkomanią.

W sposób spontaniczny grożą wtedy postawy skrajne. Jedną skrajnością jest naiwne litowanie się nad człowiekiem uzależnionym, a drugą skrajnością jest wycofanie miłości wobec niego. Tymczasem dojrzała miłość jest działaniem (konkretne słowa i czyny), dostosowanym do sytuacji i postępowania drugiej osoby. Dojrzale pokochać alkoholika czy narkomana, to najpierw poznać mechanizmy jego choroby. 

Człowiek uzależniony to ktoś, kto dosłownie śmiertelnie „zakochał się” w substancji chemicznej, która obiecuje łatwe szczęście, oszukuje, uzależnia i zabija. To ktoś, kto na drodze chemicznej pułapki szuka poprawy nastroju bez poprawy własnego postępowania. Jednocześnie to ktoś, kto nie rozumie samego siebie. To ktoś, kto nałogowo oszukuje samego siebie. To ktoś, kto wmawia sobie, że nie jest uzależniony i że nie ma problemu z alkoholem czy narkotykiem. Na tym właśnie polega typowy dla ludzi uzależnionych system iluzji i zaprzeczeń. 

Jednocześnie są to ludzie, którzy okazują się „mistrzami” w manipulowaniu najbliższym środowiskiem po to, by tworzyć sobie komfort sięgania po alkohol czy narkotyk. Odwołując się do różnych form nacisku i szantażu uzależnieni próbują doprowadzić do sytuacji, w której obowiązuje zasada: Ja sięgam po substancje uzależniające, a inni mnie chronią, usprawiedliwiają, ukrywają przed sąsiadami i policją”. Alkoholik czy narkoman to ktoś, kto nieświadomie i wbrew swej woli robi wszystko, by doprowadzać siebie i bliskich do coraz większej krzywdy i cierpienia oraz by poddać się śmiertelnej chorobie.

W tej sytuacji dojrzale kochać człowieka uzależnionego to najpierw dokładnie poznać tę jego dramatyczną sytuację. Wtedy dopiero rozumiemy, że dojrzała miłość polega na stosowaniu zasady: „ty nadużywasz alkoholu czy sięgasz po narkotyk, ty ponosisz wszystkie konsekwencje twego zachowania”. Ponoszenie przez uzależnionego bolesnych konsekwencji sięgania po określone substancje chemiczne jest bowiem koniecznym warunkiem uznania prawdy o sobie i podjęcia terapii. 

Stosowanie powyższej zasady musi być jednak bardzo konkretne. Oznacza to na przykład, że współmałżonek uzależnionego (najczęściej żona) nie podaje posiłków, jeśli uzależniony wydał pieniądze na alkohol, nie pierze jego pobrudzonych ubrań, ani nie usprawiedliwia jego nieobecności w pracy, gdy jest nietrzeźwy. Rozumie bowiem, że lepiej jest, by uzależniony był głodny czy nawet stracił pracę, niż miałby stracić życie na skutek trwania w chorobie alkoholowej czy narkomanii.

Tak rozumiana kompetentna miłość nie jest zwykle możliwa, jeśli współmałżonek czy inne osoby z najbliższej rodziny pozostają sam na sam z alkoholikiem czy narkomanem. Uzależniony bywa wtedy agresywny, a nawet groźny. Potrafi znęcać się fizycznie i psychicznie. Potrafi kłamać, manipulować, szantażować lub wzbudzać litość. Realizowanie zasady kompetentnej miłości wymaga zatem wyjścia z ukrycia i osamotnienia, by poszukać wsparcia na zewnątrz. W polskich warunkach skutecznym rozwiązaniem okazuje się kontakt z grupami samopomocy (grupy Al-Anon i Kluby Abstynenta). 

Pożyteczny jest kontakt z duszpasterzem. Czasem konieczny jest także kontakt z urzędem gminnym, psychologiem, prawnikiem, policją. Jednak nawet wtedy, gdy rodzina otrzyma pomoc z zewnątrz, może się okazać, że ze względu na agresywność czy wręcz brutalność uzależnionego, nadal nie jest możliwe stosowanie reguł kompetentnej miłości. Jedynym rozwiązaniem pozostaje wtedy rozstanie się z osobą uzależnioną. Taka sytuacja tworzy warunki, by alkoholik czy narkoman rzeczywiście sam ponosił wszelkie konsekwencje swojej choroby. Trwanie latami przy uzależnionym, który znęca się nad najbliższymi i nimi manipuluje, okazuje się cierpieniem, które ma destrukcyjny wpływ na współmałżonka i dzieci, a nie przynosi żadnej zmiany w postawie chorego. Co więcej, pozwala mu trwać w nałogu. 

Nie mamy wtedy do czynienia z miłością, lecz z naiwnością oraz z bezsensownym cierpieniem, czyli z takim cierpieniem, które działa na nas destrukcyjnie i które jednocześnie nie pomaga kochanej przez nas osobie uwolnić się z uzależnienia. Ze względu na system iluzji i zaprzeczeń alkoholika czy narkomana nie wzruszy i nie przemieni cierpienie innych ludzi. Może go ocalić jedynie jego własne cierpienie.

W tego typu skrajnej sytuacji fizyczne odejście od osoby uzależnionej nie oznacza wycofania miłości. Nie jest też przejawem okrucieństwa czy zemsty. Jest natomiast - bolesną z konieczności - formą dojrzałej miłości wobec osoby, która w dramatyczny sposób krzywdzi siebie i innych. Jeśli technicznie jest to możliwe, to można zdecydować się najpierw na rozstanie czasowe (np. kilkumiesięczne). 

Może ono okazać się wystarczające, by uzależniony — ponosząc konsekwencje własnej choroby — uznał, że ma poważny problem i by podjął terapię. Jeśli takie rozwiązanie — zwykle ze względów mieszkaniowych i finansowych — nie jest możliwe, to koniecznością okazuje się rozstanie usankcjonowane formalnie.

Dla osób wierzących, które zawarły małżeństwo sakramentalne, rozwiązaniem w takiej sytuacji jest separacja, dokonana przed sądem kościelnym. Separacja nie zrywa więzi małżeńskiej, ani nie łamie przysięgi małżeńskiej. Kościół Katolicki uznaje, że są sytuacje, w których wspólne życie i mieszkanie małżonków sprzeciwiałoby się dojrzałej miłości i odpowiedzialności. Miłość małżeńska jest bezwarunkowa. Ale tylko miłość. Nie jest natomiast bezwarunkowe wspólne mieszkanie małżonków, współżycie seksualne, wspólne wychowywanie dzieci, wspólnota majątkowa. 

To wszystko jest już warunkowe. Ma miejsce pod warunkiem, że obie strony odnoszą się do siebie z miłością i odpowiedzialnością. Kościół ustanowił instytucję separacji małżeńskiej na czas, w którym bycie razem nie jest możliwe, gdyż jedna ze stron — ze względu np. na złą wolę czy uzależnienia — nie jest w stanie respektować złożonej przez siebie przysięgi małżeńskiej, zobowiązującej do miłości, wierności i uczciwości. Obecnie mamy już w Polsce sytuację prawną, w której separacja kościelna posiada także skutki cywilne. Dzięki temu współmałżonek na mocy separacji może uzyskać podział majątku i świadczenia alimentacyjne.

Być może niektórzy Czytelnicy mają obawy, czy w ogóle można wziąć pod uwagę separację w sytuacji choroby alkoholowej lub narkomanii oraz czy współmałżonek — na skutek cierpienia - nie jest skłonny do pochopnego podjęcia decyzji o rozstaniu. Doświadczenie wskazuje, że — zwłaszcza kobietom - grozi raczej tendencja odwrotna. W Polsce żyją tysiące kobiet, które przez dziesiątki lat są maltretowane przez mężów alkoholików, a mimo to nie decydują się na czasowe nawet rozstanie. Fakt ten nie jest zaskoczeniem jeśli wiemy, że jedną z podstawowych cech osób żyjących w rodzinach alkoholowych jest nieświadoma tendencja, by trwać w toksycznym związku. Tendencja ta widoczna jest zdecydowanie bardziej u kobiet niż u mężczyzn. Okazuje się bowiem, że 90% kobiet pozostaje we wspólnocie mieszkania z alkoholikiem, podczas gdy 90% mężczyzn opuszcza swoje żony — alkoholiczki.

Myśl o fizycznym rozstaniu jest decyzją wyjątkowo trudną i bolesną dla współmałżonka, który kocha osobę uzależnioną. W tej sytuacji zadaniem osób z najbliższego otoczenia jest wskazywanie na tych, którzy umieją dojrzale kochać w obliczu dramatycznych okoliczności. Sądzę, że bardzo czytelnym wzorcem kompetentnej miłości w tego typu skrajnych sytuacjach, jest przypowieść o odchodzącym synu i mądrze kochającym ojcu (por. Łk 15, 11 — 32). Ojciec z tej przypowieści potrafi kochać syna, który ulega iluzjom łatwego szczęścia i odchodzi. W tak dramatycznej sytuacji ojciec nie cofa swej miłości, ale też nie udziela synowi pomocy. Nie jest okrutny, ale też nie jest naiwny. Z tego właśnie względu ojciec pozostawia błądzącego syna jego własnemu losowi. Gdyby przestał go kochać, to syn nie miałby do kogo wrócić. Gdyby natomiast udzielał mu pomocy i brał na siebie konsekwencje jego błędów, to syn nie miałby powodu, by się zastanowić nad własnym postępowaniem i dokonać przemiany życia. Syn z przypowieści korzysta z mądrej miłości ojca, zastanawia się i podejmuje decyzję o całkowitej zmianie życia. Staje się synem powracającym. Teraz dopiero rozumie, że ojciec nigdy nie przestał go kochać, oraz że kochał go naprawdę dojrzale.

Jeśli współmałżonek zmuszony jest do rozstania z alkoholikiem, to powinien powiedzieć samemu sobie i uzależnionemu, że czyni to z miłości i odpowiedzialności, z nadzieją, że uzależniony uświadomi sobie swoją chorobę, że podejmie terapię i zmieni postępowanie. Wtedy stanie się możliwe odzyskanie wspólnoty życia i zamieszkania. Oczywiście przed podjęciem decyzji o ewentualnej separacji — a także o momencie ewentualnego powrotu — warto porozmawiać z duszpasterzem, a także ze specjalistą w dziedzinie uzależnień. Fizyczne opuszczenie osoby, która w dramatyczny sposób błądzi i krzywdzi siebie oraz innych ludzi, jest najdalszym punktem, do którego może posunąć się ktoś, kto kocha w sposób dojrzały. Nie może on natomiast posunąć się jeszcze dalej, czyli nie może przestać kochać. Również Chrystus doświadczał takiej sytuacji, kiedy musiał odejść od tych, którzy byli cyniczni i którzy zamknęli się na Jego miłość. Jednak nie wycofał do nich miłości i także za nich oddał życie na krzyżu.

Coraz częściej mamy w naszym kraju do czynienia z nieletnimi alkoholikami czy narkomanami. Najnowsze badania wykazują, że ponad 30% szesnastolatków upija się, a w niektórych środowiskach większość uczniów szkół średnich miała już kontakt z narkotykami. Spora grupa tych wychowanków ma rodziców, którzy przeżywają poważny kryzys i którzy nie są w stanie w dojrzały sposób kochać i wychowywać swoje dzieci. Młodzi, którzy popadają w uzależnienia, nie mogą zwykle liczyć na stanowcze i dojrzałe reakcje ze strony swoich bliskich. Zwykle też unikają kontaktu z parafią. W tej sytuacji największą szansę na udzielenie kompetentnej pomocy wychowawczej mają nauczyciele i katecheci. Ich zadaniem jest najpierw zdiagnozowanie problemu, a następnie zwrócenie się do specjalistów z dziedziny uzależnień z prośbą o interwencję. Często jedynym rozsądnym rozwiązaniem okazuje się usunięcie ze szkoły tych uczniów, którzy są już alkoholikami czy narkomanami. Konieczna jest wtedy współpraca z kuratorium oraz zapewnienie uzależnionym uczniom szansy na podjęcie terapii oraz na kontynuowanie nauki w taki sposób, by nie mogli wywierać negatywnego wpływu na innych uczniów.

Na zakończenie jeszcze jedna refleksja. Być kimś dojrzałym to nie tylko nauczyć się kochać drugiego człowieka nawet w sytuacjach skrajnych. Być kimś dojrzałym, to także umieć dostrzec i uznać granice własnej miłości. Naszą ludzką miłością nie potrafimy przecież całkowicie przemienić i uszczęśliwić nawet samych siebie. Tym bardziej nie możemy oczekiwać, że naszą miłością zupełnie przemienimy i uszczęśliwimy innych ludzi. Choćby tylko tych najbliższych czy tych, którzy są naszymi wychowankami. Sytuacja innych ludzi zależy przecież od tak wielu osób, środowisk, wydarzeń i okoliczności. Kochać drugiego człowieka, to nie znaczy być jego wybawicielem. Kochać drugiego, to nie znaczy zapewnić mu szczęście i prawidłowy rozwój. Kochać drugiego człowieka - to pomagać mu troszczyć się o własny rozwój i dobro. W tym sensie kochać, to nie znaczy być odpowiedzialnym za drugiego człowieka. Kochać, to znaczy być odpowiedzialnym za naszą postawę wobec bliźniego, ale nie za sposób, w jaki kochana przez nas osoba odpowiada na naszą miłość, albo za brak odpowiedzi z jej strony. Uznając tak rozumiane granice naszej miłości, unikniemy wielu rozczarowań, pretensji, a także niepotrzebnych oskarżeń czy niedojrzałego poczucia winy. Zyskamy natomiast cierpliwość, pogodę ducha i wytrwałość. Nasza miłość będzie bardziej dojrzała i zrównoważona. Jednocześnie będzie miłością pokorną i wychowującą. I dopiero wtedy może czynić niezwykłe rzeczy. Najpierw w nas samych, a później także w tych, których kochamy. Zawsze oczywiście pod warunkiem, że nasza miłość będzie zakorzeniona w miłości Boga, który pierwszy pokochał nas miłością nieodwołalną a jednocześnie mądrą i wychowującą.

Tekst opublikowany w: Trzeźwymi bądźcie, nr 3 (2001), s. 8-12 (pod tytułem: Trudna miłość)