Zniewolenie Sfery Duchowej

Duchowość to zdolność człowieka do zrozumienia własnej tajemnicy. Tylko człowiek duchowy może świadomie kierować własnym życiem i dlatego nie ma wolności bez duchowości".

 

Niniejsza analiza dotyczy relacji między duchowością a chorobą alkoholową. Im bardziej szczegółowo poznajemy mechanizmy uzależnień chemicznych, tym bardziej oczywisty okazuje się ich związek nie tylko ze sferą fizyczną i psychospołeczną człowieka, lecz także ze sferą duchową.

Niniejszy tekst prezentuje w kolejności: opis sfery duchowej, opis podstawowych mechanizmów alkoholizmu, wpływ tej choroby na duchowość człowieka oraz rolę duchowości w odzyskiwaniu trwałej trzeźwości i przezwyciężaniu choroby alkoholowej.

1. Duchowość i jej znaczenie w życiu człowieka

Żyjemy w czasach, w których u wielu ludzi zanika aspiracja i pragnienie rozwoju duchowego. Potrzeby człowieka w tej sferze nie są bowiem tak bezpośrednio odczuwane, jak potrzeby cielesne, emocjonalne czy społeczne. Dziecko zwykle chętniej poprosi rodziców o coś do zjedzenia, niż o coś do przemyślenia. Współczesny człowiek podejmuje wysiłek, by stać się raczej kimś bogatym materialnie niż duchowo.

Mimo to duchowość to słowo, którym posługujemy się coraz częściej, zwłaszcza w kontekście wiary religijnej, psychologii rozwojowej i pedagogiki. Coraz więcej ludzi niemal intuicyjnie uświadamia sobie centralną rolę duchowości w życiu człowieka i w osiąganiu ludzkiej dojrzałości. Rzadko jednak termin „duchowość” bywa definiowany i precyzowany. W publikacjach na ten temat opisywane są raczej rodzaje duchowości, niż istota tego zjawiska. Stąd też ze słowem „duchowość” kojarzone są czasem rozbieżne, a nawet zupełnie sprzeczne znaczenia.

Również Katechizm Kościoła Katolickiego jest w tym względzie lapidarny. Stwierdza jedynie, że w historii Kościoła rozwinęły się różne duchowości, że duchowość wiąże się z osobistym charyzmatem świadków Bożej miłości oraz że duchowość przejawia się w liturgii, teologii, kulturze i modlitwie (por. KKK, 2684). Od strony formalnej Katechizm wyjaśnia, że punktem wyjścia duchowości jest rozmyślanie oraz szukanie odpowiedzi na pytania typu: „dlaczego?” i „jak?” życia ludzkiego i chrześcijańskiego (por. KKK 2705).

Spróbujmy zatem określić termin „duchowość” oraz znaczenie duchowości w życiu i funkcjonowaniu człowieka. Warto najpierw zauważyć, że sfera duchowa — podobnie jak sfera moralna — istnieje wyłącznie w świecie osób. Duchowość można zdefiniować jako zdolność człowieka do zrozumienia samego siebie. Innymi słowy dzięki sferze duchowej człowiek potrafi postawić sobie podstawowe pytania, dotyczące jego własnej tajemnicy i szukać na nie pogłębionych, zasadnych odpowiedzi.

Duchowość to zatem rodzaj superinteligencji. To zdolność człowieka do postawienia sobie pytania o to, skąd pochodzi, kim jest i dokąd czy do Kogo zmierza? W konsekwencji duchowość — i tylko duchowość — może stać się centralnym systemem zarządzania naszym życiem. Dopóki dana osoba nie rozwinie sfery duchowej, czyli nie odkryje sensu własnego istnienia, dopóty nie może zająć dojrzałej postawy wobec siebie, wobec własnego życia oraz wobec otaczającego ją świata. Nikt nie może przecież zająć świadomej i odpowiedzialnej postawy wobec rzeczywistości, której nie rozumie.

Człowiek nie może zrozumieć samego siebie z jakiejkolwiek innej perspektywy, niż z perspektywy sfery duchowej. Jeśli na przykład ktoś kontaktuje się z samym sobą głównie poprzez swoją cielesność, to ciało nie może mu wyjaśnić natury człowieka, ani sensu jego istnienia. Ludzkie ciało nie wie przecież, kim jest człowiek, ani po co żyje.

Ono odczuwa jedynie biologiczne potrzeby i fizjologiczne uwarunkowania. Pozostawione własnej spontaniczności staje się rodzajem nowotworu, który podporządkowuje sobie pozostałe sfery ludzkiej rzeczywistości i zniewala daną osobę. Człowiek skupiony jedynie na swojej cielesności pozbawia się szansy na to, by zrozumieć całego siebie i by odpowiedzialnie kierować własnym życiem. Z konieczności poddaje się wtedy dyktaturze ciała.

Podobnie człowiek nie może zrozumieć siebie, jeśli próbuje rozszyfrować własną tajemnicę poprzez pryzmat sfery psychicznej, czyli wtedy, gdy skupia się na swoich subiektywnych przekonaniach lub przeżyciach emocjonalnych. Psychika bowiem nie jest źródłem człowieczeństwa, ani źródłem prawdy o człowieku. Jest jednym z jego sposobów doświadczania samego siebie i spotykania się z samym sobą. Jest intelektualną i emocjonalną reakcją człowieka na własną tajemnicę i sytuację życiową. Umysł ludzki posiada zdolność myślenia, ale nie jest źródłem wiedzy o naturze i powołaniu człowieka. Może tę tajemnicę odkrywać, ale nie może jej własną mocą wymyślić.

Człowiek, dla którego jego własne myślenie jest najwyższym autorytetem, wprowadza zwykle samego siebie w świat subiektywnych iluzji. W konsekwencji pozbawia siebie szansy na zrozumienie własnej tajemnicy i na odpowiedzialne pokierowanie życiem.

Z tego samego względu również z perspektywy emocji człowiek nie może zrozumieć tego, kim jest i po co żyje. Zdominowany własną emocjonalnością nie wie, jaką postawę powinien zająć wobec samego siebie ani nawet wobec emocji, które przeżywa. Taki człowiek szuka jedynie dobrego samopoczucia. Zwykle natychmiast i za wszelką cenę, nawet za cenę popadnięcia w śmiertelne uzależnienia.

Duchowość zaczyna się dopiero tam, gdzie człowiek wznosi się ponad swoje ciało i ponad swoją psychikę, aby postawić sobie pytanie o to, jaki sens ma jego ciało, jego myślenie i jego emocje, a także jaki sens ma on sam oraz życie, które stało się jego udziałem. Niezwykłością sfery duchowej jest zatem fakt, że tylko w tej sferze człowiek może zapytać o własną tajemnicę nie z jakiejś perspektywy cząstkowej (np. cielesnej czy psychicznej), lecz z perspektywy całej swojej rzeczywistości jako osoby. I tylko w sferze duchowej człowiek staje się kimś w pełni wolnym. Wolność ludzka oznacza bowiem w swej istocie zdolność zajęcia świadomej i dojrzałej postawy wobec siebie i świata wokół siebie. Nie ma zatem wolności bez duchowości.

Sfera duchowa — podobnie jak sfera moralna — należy do natury człowieka jako osoby. Z tego względu nikt z ludzi nie może uniknąć pytania o własną tajemnicę oraz o sens ludzkiego życia. Jednak samo pojawienie się tego typu pytań nie daje gwarancji, że potrafimy znaleźć prawdziwe odpowiedzi i osiągnąć duchową dojrzałość. Jednym z radykalnych zagrożeń jest uznawanie za duchowość czegoś, co w rzeczywistości duchowością w ogóle nie jest.

Przeżycia artystyczne, zachwyt nad przyrodą czy ćwiczenia na koncentrację i skupienie uwagi — to wszystko bywa obecnie mylone z duchowością. W rzeczywistości są to jedynie różne sposoby rozwijania psychicznej czy estetycznej wrażliwości, a także psychiczne sposoby kontaktowania się z tym, co się w nas dzieje. Nie są to natomiast sposoby odkrywania natury i sensu ludzkiej egzystencji.

W konsekwencji mylenia duchowości z czymś, co duchowością nie jest, coraz więcej ludzi zadowala się obecnie jakąś namiastką czy wręcz karykaturą duchowości. Doświadczają oni wprawdzie duchowych potrzeb czy aspiracji, ale zatrzymują się na samym początku drogi, która prowadzi człowieka do odkrycia własnej tajemnicy. Przykładem takiej sytuacji jest szukanie duchowości w sektach czy niektórych subkulturach młodzieżowych. Inny przykład to politycznie i pedagogicznie „poprawny” obecnie zachwyt nad buddyzmem.

Wyznawcy buddyzmu twierdzą zwykle, że zachwyciła ich duchowość buddyjska, gdyż polega ona na tym, by nie zadawać nikomu cierpienia: ani ludziom, ani zwierzętom, ani roślinom. Tymczasem w rzeczywistości mamy tu do czynienia nie z ideałem, lecz ze wzruszającą — a zatem tym groźniejszą — utopią. Po pierwsze dlatego, że utopią jest stan, w którym człowiek nie zadaje cierpienia nikomu i niczemu. Na tej ziemi nie jest to po prostu możliwe.

Sam Budda zadał przecież dotkliwe cierpienie swojej żonie i synkowi, gdy ich na zawsze opuścił. Po drugie, buddyzm zakłada, że cierpienie jest największym nieszczęściem. Tymczasem cierpienie jest cenną informacją, która pomaga człowiekowi odróżniać to, co go rozwija od tego, co krzywdzi. Po trzecie, chrześcijaństwo proponuje znacznie większy ideał niż powstrzymywanie się od zadawania cierpienia. Uczy nas, w jaki sposób dojrzale kochać siebie i innych. A kochać to przecież znacznie więcej niż powstrzymywać się od zadawania cierpienia. Ponadto miłość — w przeciwieństwie do pragnienia, by nigdy nie zadawać cierpienia — jest ideałem realistycznym, bo na co dzień przekonujemy się, że potrafimy kochać pomimo tego, że czasami zadajemy cierpienie sobie czy tym, których kochamy.

Buddyzm jest jedynie namiastką duchowości również dlatego, że w wielu aspektach nie respektuje logicznej zasady niesprzeczności, a przecież istotą duchowości jest zdolność do odkrycia prawdy o człowieku, a nie zatrzymywanie się na poziomie enigmatycznych i wewnętrznie sprzecznych ogólników. Medytacja buddyjska polega bardziej na skupianiu się danego człowieka na jego oddechu, niż na odkrywaniu sensu ludzkiego istnienia.

W obliczu nieuchronności cierpienia, które system ten uznaje za największe zło, proponuje zło jeszcze większe, mianowicie zobojętnienie człowieka na własny los. Jednak największą słabością buddyzmu jest to, że nie traktuje on człowieka jako osoby oraz że twierdzi, iż człowiek może odkryć własną tajemnicę oraz dojrzale pokierować swoim życiem bez odwołania się do osobowego Boga i Stwórcy.

Gdy dany człowiek okazuje się pusty duchowo lub gdy zadowala się jedynie jakąś namiastką duchowości, wtedy odbiera sobie szansę na to, by zrozumieć własną rzeczywistość i zająć dojrzałą postawę wobec siebie oraz otaczającego go świata. W konsekwencji nie jest w stanie w sposób świadomy i wolny kierować własnym istnieniem. Człowiek pozbawiony dojrzałej sfery duchowej to ktoś z definicji uzależniony od jednej ze swoich sfer cząstkowych, albo od nacisków płynących ze środowiska zewnętrznego.

To ktoś, kto kieruje się jedynie fizjologiczną czy emocjonalną spontanicznością, co jest postawą typową dla małego dziecka. Taki człowiek uzależnia się od swego ciała (np. od jedzenia, lenistwa, popędów), od subiektywnych przekonań (myślenie „pozytywne” lub myślenie katastroficzne), od emocji (ucieczka od bolesnych emocji albo bierne uleganie emocjom), od nacisków środowiska (robię to, co tak zwana większość, bo sam nie wiem, kim jestem i po co żyję), od określonych osób czy rzeczy (np. pieniądze, władza).

Punktem wyjścia w rozwoju duchowym jest odwaga stawiania sobie podstawowych pytań: o sens życia, o hierarchię wartości, o normy moralne, o ideały i aspiracje. Stopień duchowego rozwoju może być weryfikowany w oparciu o kilka podstawowych kryteriów. Pierwszym z nich jest sposób rozumienia własnej cielesności oraz postawa wobec ciała. Dojrzały duchowo człowiek nie redukuje siebie do sfery cielesnej, ani nie ulega dyktaturze ciała. Przeciwnie, jest zdolny do świadomego kierowania tą sferą w taki sposób, by wyrażała ona odpowiedzialną miłość wobec siebie i innych ludzi. Po drugie, dojrzałość duchowa jest weryfikowana w oparciu o sposób rozumienia i odnoszenia się człowieka do własnych przeżyć emocjonalnych.

Dojrzały człowiek nie ucieka od bolesnych emocji, ani się im nie poddaje. Podejmuje decyzje w oparciu o miłość, prawdę i odpowiedzialność, a nie w oparciu o doraźne stany emocjonalne. Równie ważnym sprawdzianem dojrzałości duchowej jest postawa wobec myślenia. Dojrzałość duchowa to świadomość, że istnieje ścisły związek między jakością myślenia a jakością postępowania. Dojrzały człowiek ma odwagę szukania całej prawdy o sobie — także wtedy, gdy jest ona dla niego bolesna, albo gdy wymaga dokonania zasadniczej zmiany w dotychczasowej filozofii życia. Taki człowiek chce mieć rację w postępowaniu, a nie tylko w myśleniu. Zdaje sobie też sprawę z tego, że na tej ziemi nie jest możliwe osiągnięcie łatwego szczęścia.

Ważnym sprawdzianem dojrzałości duchowej jest świadomość, że nie może być szczęśliwym ktoś, kto próbuje zaspokoić jakąś cząstkę siebie lub pewien rodzaj swoich potrzeb, kosztem całej reszty swojej rzeczywistości. Dojrzały człowiek nie łudzi się, że może doświadczyć trwałej satysfakcji wtedy, gdy troszczy się o potrzeby ciała kosztem norm moralnych czy więzi międzyosobowych, albo wtedy, gdy respektuje swoje aspiracje społeczne i religijne, ale ignoruje lub zaniedbuje swoje potrzeby cielesne czy emocjonalne.

Dojrzała duchowość jest możliwa nie tylko dzięki temu, że człowiek potrafi być świadomy samego siebie, ale także dzięki temu, że prawda o ludzkiej naturze oraz o sensie naszego istnienia jest obiektywnym faktem, który możemy odkryć i respektować. Dojrzała duchowość oznacza ostatecznie, że człowiek nie wymyśla „wizji” samego siebie, lecz szuka obiektywnej prawdy o tym, skąd pochodzi i do czego, a raczej — do Kogo zmierza.


Natura choroby alkoholowej

Jednym z radykalnych zagrożeń człowieka są różne formy uzależnień. Człowiek może uzależnić się od osób, rzeczy, doznań czy bodźców. Najczęściej występują uzależnienia chemiczne - od alkoholu, nikotyny, narkotyków i innych substancji psychotropowych. Zwykle mamy do czynienia z uzależnieniami wielokrotnymi. Uzależnienia chemiczne są chorobą chroniczną, która cechuje się wysokim wskaźnikiem śmiertelności.

Etiologia tego typu uzależnień jest związana z czynnikami środowiskowymi (negatywne tradycje i obyczaje, niespójne prawo, lobby proalkoholowe) oraz z czynnikami osobowościowymi, których wpływ jest zwykle decydujący. Do takich czynników należy: błędna hierarchii wartości, niski stopień autonomii, skłonność do wchodzenia w toksyczne więzi, niska odporność na frustrację, obojętność na życie i wartości duchowe, silne kompleksy i bloki emocjonalne.

Ludzie podatni na uzależnienia kierują się tym, co łatwiejsze, zamiast tym, co wartościowsze i w sposób kompulsywny odreagowują swoje problemy oraz uciekają od nich, zamiast je rozwiązywać. W konsekwencji dążą do chwilowej poprawy nastroju za pomocą substancji, które zawężają i zniekształcają świadomość i stany emocjonalne, zamiast w pozytywny sposób modyfikować swoje postawy i więzi. Dążenie do przyjemności osiągniętej na drodze chemicznej — zamiast na drodze egzystencjalnej - sprawia, że dany człowiek chce przeżywać taki stan coraz częściej, intensywniej i szybciej. Badania z zakresu biochemii dowodzą, że osiąganie przyjemnych doznań za pomocą chemicznej stymulacji nie tylko prowadzi do uzależnień, ale też do coraz szybszego pojawiania się bolesnych przeżyć.

Podstawowym symptomem uzależnienia jest sięganie po substancje psychotropowe pomimo bolesnych skutków fizycznych, psychicznych, prawnych, moralnych, duchowych i społecznych. Dzieje się tak na skutek powstawania neurologicznych, biochemicznych i psychicznych mechanizmów uzależnień. Podstawowy mechanizm to uzależnienie emocjonalne od danej substancji, czyli nałogowy system chemicznego regulowania uczuć. Mechanizm drugi to system iluzji i zaprzeczeń, który sprawia, że uzależniony w nałogowy sposób manipuluje własnym myśleniem po to, by łudzić się, że nie jest uzależniony i że sięganie po daną substancję nie powoduje strat w jego życiu. Mechanizm trzeci polega na zaburzonym, skrajnym sposobie przeżywania samego siebie: od euforii w stanie upojenia uzależniony przechodzi do doświadczenia bezradności i rozpaczy w fazie trzeźwienia.

Czwarty mechanizm polega na manipulowaniu środowiskiem, aby zapewnić sobie komfort picia alkoholu czy sięgania po inne substancje psychoaktywne. W tym celu uzależniony stosuje kłamstwa oraz przemoc werbalną, fizyczną, psychiczną i moralną. Prowadzi to zwykle do pojawienia się mechanizmu zwanego współuzależnieniem. Polega on na tym, że osoby z najbliższego środowiska nie reagują w ogóle, albo reagują zbyt późno i w błędny sposób na zachowania człowieka uzależnionego.

W tej sytuacji warunkiem przezwyciężenia choroby jest dojrzała postawa osób z najbliższego środowiska, które powinny stosować zasadę: „gdy sięgasz po substancje psychotropowe, wtedy my pozostawiamy tobie wszystkie konsekwencje twego zachowania”. Jedynie bowiem osobiste cierpienie uzależnionego stwarza szansę na to, że straty emocjonalne, spowodowane używaniem substancji psychoaktywnych, będą znacznie większe niż subiektywnie przeżywane zyski i że uzależniony zwróci się o specjalistyczną pomoc. Aby zajęcie takiej postawy było możliwe, krewni uzależnionego powinni nawiązać kontakt z terapeutami uzależnień i poznać mechanizmy choroby. Powinni też włączyć się w ruchy samopomocy (Al-Anon lub Kluby Abstynenta).

Optymalny model powrotu do trzeźwego życia zakłada skorzystanie z profesjonalnej terapii oraz włączenie się uzależnionego w ruchy samopomocy. Terapia trwa zwykle sześć tygodni i skupia się na demaskowaniu oraz neutralizowaniu opisanych wcześniej mechanizmów uzależnień. Z kolei włączenie się do grup Anonimowych Alkoholików (AA) i/lub Klubów Abstynenta stwarza szansę na uczenie się dojrzałej filozofii życia oraz nabycie kompetencji potrzebnych w życiu osobistym, rodzinnym, zawodowym i społecznym.

Program Dwunastu Kroków AA opiera się na empirycznie zweryfikowanym założeniu, że warunkiem trwałej trzeźwości jest uznanie przez uzależnionego swojej bezradności wobec substancji psychoaktywnych, włączenie się w grupę wsparcia, odzyskanie dojrzałej więzi z Bogiem, szczery rozrachunek z przeszłością, zadośćuczynienie za wyrządzone krzywdy, modlitwa i medytacja oraz pełnienie woli Bożej tu i teraz.

Choroba alkoholowa a sfera duchowa

Wkraczanie na drogę uzależnień nie jest sprawą przypadku. Przeciwnie, nadużywanie alkoholu lub sięganie po narkotyk czy inne substancje psychotropowe to skutek kierowania się filozofią doraźnej przyjemności. Wspólną cechą alkoholu, narkotyku i innych substancji psychotropowych jest to, że ułatwiają one człowiekowi życie w świecie iluzorycznych przekonań, wypaczonych wartości i pozornych więzi.

Sięganie po tego rodzaju substancje jest wyrazem szukania łatwego szczęścia, które nie istnieje. Jest uleganiem iluzji, że można poprawić sobie nastrój nie zmieniając własnej sytuacji życiowej oraz nie korygując dotychczasowych zachowań. Każde uzależnienie jest dążeniem do iluzorycznego szczęścia i pojawia się tam, gdzie brakuje szczęścia rzeczywistego.

Iluzji szczęścia i satysfakcji chwyta się człowiek wtedy, gdy w sposób bolesny (choć zwykle nieświadomy) doświadcza, że droga, jaką do tej pory kroczył, prowadzi go donikąd i gdy nie ma dość odwagi, siły lub kompetencji, by uznać ten fakt oraz by radykalnie zmienić swój sposób postępowania. Ograniczenie ludzkiej świadomości i wolności pojawia się zatem wcześniej niż uzależnienia. Jest natomiast rzeczą oczywistą, że wchodzenie w kolejne fazy uzależnienia w jeszcze większym zakresie ogranicza i wypacza ludzką świadomość i wewnętrzną wolność, czyli podstawy duchowości.

Uzależnienie od alkoholu niszczy wolność emocjonalną, wolność intelektualną, wrażliwość moralną człowieka, jego otwarcie na sens życia, na podstawowe wartości i aspiracje. Uzależniony żyje jedynie chwilą bieżącą i ucieka wręcz od rozumienia siebie oraz własnej tajemnicy. Właśnie po to sięga po alkohol czy inne substancje psychotropowe, by zniekształcić swoją świadomość i swój kontakt z otaczającą go rzeczywistością. Sięganie po substancje psychoaktywne prowadzi zatem do ucieczki od duchowości.

Nadużywanie alkoholu przez dorosłych czy sięganie po alkohol przez dzieci i młodzież prowadzi do sytuacji, w której substancja chemiczna eliminuje i zastępuje ludzką duchowość, stając się centralnym mechanizmem kierowania życiem. Jest to mechanizm chorobliwy i kompulsywny, który prowadzi do coraz większej degradacji psychospołecznej i duchowej osoby uzależnionej. Jeśli nie nastąpi przezwyciężenie choroby, to doprowadzi ona nie tylko do zupełnego zniszczenia sfery duchowej, ale także do fizycznej śmierci człowieka uzależnionego.

Duchowość i wszelkie uzależnienia to zjawiska, które się wzajemnie wykluczają. Duchowość szuka obiektywnego, czyli całościowego i realistycznego rozumienia człowieka oraz takiej filozofii życia, która respektuje ludzką naturę i prowadzi do optymalnego rozwoju ludzkiej osoby. Tymczasem człowiek uzależniony szuka zapomnienia, karmi się subiektywnymi iluzjami i zaprzeczeniami oraz kieruje najbardziej destrukcyjną filozofią życia, czyli dążeniem do poprawy nastroju drogą inną niż modyfikowanie własnego postępowania oraz własnej sytuacji życiowej.

Duchowość opiera się na zdolności szukania obiektywnej prawdy, uzależniony nałogowo oszukuje samego siebie. Duchowość prowadzi do odkrycia i respektowania dojrzałej hierarchii wartości, uzależniony na czele wartości stawia zapewnienie sobie komfortu picia alkoholu. Duchowość prowadzi do więzi między ludźmi opartych na miłości i odpowiedzialności. Uzależniony szuka toksycznych więzi, opartych na chorobliwej „solidarności” z innymi uzależnionymi oraz na manipulowaniu wszystkimi innymi ludźmi.

Duchowość prowadzi do odkrycia obecności i miłości Boga, tymczasem człowiek uzależniony chowa się przed Bogiem, boi się Go lub obarcza Go odpowiedzialnością za swoje trudności czy za krzywdy doznane od innych ludzi. Duchowość umożliwia uczenie się sztuki dojrzałego życia, tymczasem uzależniony ma najpierw problem z życiem, a w konsekwencji problem z piciem, gdyż nie nauczył się lub nauczył się a później zrezygnował z kierowania się dojrzałą filozofią życia. W konsekwencji tylko ci uzależnieni, którzy nie tylko przestają pić, ale podejmują wysiłek rozwoju duchowego, mają szansę na trwałą trzeźwość i na przezwyciężenie choroby alkoholowej. Powtórzmy raz jeszcze podstawową zasadę, iż nie ma wolności bez duchowości.


KS. MAREK DZIEWIECKI