Mądra Twarda Miłość - Ciąg Dalszy


Co robić?
 
Trzeba przyjąć wobec osoby uzależnionej postawę Twardej Miłości i Szacunku.   

Jak to zrobić?
 
1. Nie ulegać manipulacjom. 

2. Nie wierzyć w zapewnienia o zaprzestaniu picia „od jutra”, jeśli alkoholik nie podejmuje leczenia. 

3. Stanowczo odmawiać wykonywania za niego obowiązków. 

4. Wyraźnie nazywać rzeczy po imieniu. 

5. Nie prawić kazań, nie użalać się. 

6. Mówić o swoich uczuciach, na przykład „Niepokoi mnie, że pijesz coraz więcej alkoholu, obawiam się, że tracisz nad tym panowanie, czy mogę Ci jakoś pomóc?”. 

7. Pozwolić alkoholikowi ponosić konsekwencje picia, na przykład nie podnosić go z ulicy, ale wezwać policję, aby odwiozła osobę pijaną do izby wytrzeźwień. Być może ta noc w izbie wytrzeźwień będzie dla niego dnem i dzięki temu zechce się leczyć. 

8. W przypadku szefów firm — zwolnić dyscyplinarnie z pracy pracownika, który znajduje się na stanowisku pracy pod wpływem alkoholu. Utrata pracy bardzo często skłania osobę uzależnioną do leczenia. 

9.  W przypadku agresji, przemocy natychmiast wezwać policję. 

10. Nie pożyczać pieniędzy. 

11. Okazać wsparcie, gdy alkoholik podejmuje terapię. 

12. Poszukać pomocy terapeutycznej lub grupy wsparcia dla osób współuzależnionych. 

 


 

Mądra Twarda Miłość„Miłość to jest to, co pozostaje, gdy już zabrane jest wszystko. Nawet nadzieja."

Sytuacja skrajna w odniesieniu do miłości oznacza sytuację, w której przychodzi nam kochać kogoś, kto z jakiegoś względu nie potrafi lub nie chce kochać innych ludzi, ani nawet samego siebie. 

Tak dzieje się np. wtedy, gdy próbujemy kochać ludzi bardzo niedojrzałych, egoistów, przestępców, ludzi uzależnionych, powierzchownych czy prymitywnych, a zatem ludzi, którzy wyrządzają nieraz drastyczne krzywdy innym ludziom i samym sobie. Nasza miłość jest wtedy wystawiana na największą próbę. 

Często jest to wręcz próba heroiczna. W polskich warunkach mamy najczęściej do czynienia z taką sytuacją w rodzinach dotkniętych chorobą alkoholową czy narkomanią.

W sposób spontaniczny grożą wtedy postawy skrajne. Jedną skrajnością jest naiwne litowanie się nad człowiekiem uzależnionym, a drugą skrajnością jest wycofanie miłości wobec niego. Tymczasem dojrzała miłość jest działaniem (konkretne słowa i czyny), dostosowanym do sytuacji i postępowania drugiej osoby. Dojrzale pokochać alkoholika czy narkomana, to najpierw poznać mechanizmy jego choroby. 

Człowiek uzależniony to ktoś, kto dosłownie śmiertelnie „zakochał się” w substancji chemicznej, która obiecuje łatwe szczęście, oszukuje, uzależnia i zabija. To ktoś, kto na drodze chemicznej pułapki szuka poprawy nastroju bez poprawy własnego postępowania. Jednocześnie to ktoś, kto nie rozumie samego siebie. To ktoś, kto nałogowo oszukuje samego siebie. To ktoś, kto wmawia sobie, że nie jest uzależniony i że nie ma problemu z alkoholem czy narkotykiem. Na tym właśnie polega typowy dla ludzi uzależnionych system iluzji i zaprzeczeń. 

Jednocześnie są to ludzie, którzy okazują się „mistrzami” w manipulowaniu najbliższym środowiskiem po to, by tworzyć sobie komfort sięgania po alkohol czy narkotyk. Odwołując się do różnych form nacisku i szantażu uzależnieni próbują doprowadzić do sytuacji, w której obowiązuje zasada: Ja sięgam po substancje uzależniające, a inni mnie chronią, usprawiedliwiają, ukrywają przed sąsiadami i policją”. Alkoholik czy narkoman to ktoś, kto nieświadomie i wbrew swej woli robi wszystko, by doprowadzać siebie i bliskich do coraz większej krzywdy i cierpienia oraz by poddać się śmiertelnej chorobie.

W tej sytuacji dojrzale kochać człowieka uzależnionego to najpierw dokładnie poznać tę jego dramatyczną sytuację. Wtedy dopiero rozumiemy, że dojrzała miłość polega na stosowaniu zasady: „ty nadużywasz alkoholu czy sięgasz po narkotyk, ty ponosisz wszystkie konsekwencje twego zachowania”. Ponoszenie przez uzależnionego bolesnych konsekwencji sięgania po określone substancje chemiczne jest bowiem koniecznym warunkiem uznania prawdy o sobie i podjęcia terapii. 

Stosowanie powyższej zasady musi być jednak bardzo konkretne. Oznacza to na przykład, że współmałżonek uzależnionego (najczęściej żona) nie podaje posiłków, jeśli uzależniony wydał pieniądze na alkohol, nie pierze jego pobrudzonych ubrań, ani nie usprawiedliwia jego nieobecności w pracy, gdy jest nietrzeźwy. Rozumie bowiem, że lepiej jest, by uzależniony był głodny czy nawet stracił pracę, niż miałby stracić życie na skutek trwania w chorobie alkoholowej czy narkomanii.

Tak rozumiana kompetentna miłość nie jest zwykle możliwa, jeśli współmałżonek czy inne osoby z najbliższej rodziny pozostają sam na sam z alkoholikiem czy narkomanem. Uzależniony bywa wtedy agresywny, a nawet groźny. Potrafi znęcać się fizycznie i psychicznie. Potrafi kłamać, manipulować, szantażować lub wzbudzać litość. Realizowanie zasady kompetentnej miłości wymaga zatem wyjścia z ukrycia i osamotnienia, by poszukać wsparcia na zewnątrz. W polskich warunkach skutecznym rozwiązaniem okazuje się kontakt z grupami samopomocy (grupy Al-Anon i Kluby Abstynenta). 

Pożyteczny jest kontakt z duszpasterzem. Czasem konieczny jest także kontakt z urzędem gminnym, psychologiem, prawnikiem, policją. Jednak nawet wtedy, gdy rodzina otrzyma pomoc z zewnątrz, może się okazać, że ze względu na agresywność czy wręcz brutalność uzależnionego, nadal nie jest możliwe stosowanie reguł kompetentnej miłości. Jedynym rozwiązaniem pozostaje wtedy rozstanie się z osobą uzależnioną. Taka sytuacja tworzy warunki, by alkoholik czy narkoman rzeczywiście sam ponosił wszelkie konsekwencje swojej choroby. Trwanie latami przy uzależnionym, który znęca się nad najbliższymi i nimi manipuluje, okazuje się cierpieniem, które ma destrukcyjny wpływ na współmałżonka i dzieci, a nie przynosi żadnej zmiany w postawie chorego. Co więcej, pozwala mu trwać w nałogu. 

Nie mamy wtedy do czynienia z miłością, lecz z naiwnością oraz z bezsensownym cierpieniem, czyli z takim cierpieniem, które działa na nas destrukcyjnie i które jednocześnie nie pomaga kochanej przez nas osobie uwolnić się z uzależnienia. Ze względu na system iluzji i zaprzeczeń alkoholika czy narkomana nie wzruszy i nie przemieni cierpienie innych ludzi. Może go ocalić jedynie jego własne cierpienie.

W tego typu skrajnej sytuacji fizyczne odejście od osoby uzależnionej nie oznacza wycofania miłości. Nie jest też przejawem okrucieństwa czy zemsty. Jest natomiast - bolesną z konieczności - formą dojrzałej miłości wobec osoby, która w dramatyczny sposób krzywdzi siebie i innych. Jeśli technicznie jest to możliwe, to można zdecydować się najpierw na rozstanie czasowe (np. kilkumiesięczne). 

Może ono okazać się wystarczające, by uzależniony — ponosząc konsekwencje własnej choroby — uznał, że ma poważny problem i by podjął terapię. Jeśli takie rozwiązanie — zwykle ze względów mieszkaniowych i finansowych — nie jest możliwe, to koniecznością okazuje się rozstanie usankcjonowane formalnie.

Dla osób wierzących, które zawarły małżeństwo sakramentalne, rozwiązaniem w takiej sytuacji jest separacja, dokonana przed sądem kościelnym. Separacja nie zrywa więzi małżeńskiej, ani nie łamie przysięgi małżeńskiej. Kościół Katolicki uznaje, że są sytuacje, w których wspólne życie i mieszkanie małżonków sprzeciwiałoby się dojrzałej miłości i odpowiedzialności. Miłość małżeńska jest bezwarunkowa. Ale tylko miłość. Nie jest natomiast bezwarunkowe wspólne mieszkanie małżonków, współżycie seksualne, wspólne wychowywanie dzieci, wspólnota majątkowa. 

To wszystko jest już warunkowe. Ma miejsce pod warunkiem, że obie strony odnoszą się do siebie z miłością i odpowiedzialnością. Kościół ustanowił instytucję separacji małżeńskiej na czas, w którym bycie razem nie jest możliwe, gdyż jedna ze stron — ze względu np. na złą wolę czy uzależnienia — nie jest w stanie respektować złożonej przez siebie przysięgi małżeńskiej, zobowiązującej do miłości, wierności i uczciwości. Obecnie mamy już w Polsce sytuację prawną, w której separacja kościelna posiada także skutki cywilne. Dzięki temu współmałżonek na mocy separacji może uzyskać podział majątku i świadczenia alimentacyjne.

Być może niektórzy Czytelnicy mają obawy, czy w ogóle można wziąć pod uwagę separację w sytuacji choroby alkoholowej lub narkomanii oraz czy współmałżonek — na skutek cierpienia - nie jest skłonny do pochopnego podjęcia decyzji o rozstaniu. Doświadczenie wskazuje, że — zwłaszcza kobietom - grozi raczej tendencja odwrotna. W Polsce żyją tysiące kobiet, które przez dziesiątki lat są maltretowane przez mężów alkoholików, a mimo to nie decydują się na czasowe nawet rozstanie. Fakt ten nie jest zaskoczeniem jeśli wiemy, że jedną z podstawowych cech osób żyjących w rodzinach alkoholowych jest nieświadoma tendencja, by trwać w toksycznym związku. Tendencja ta widoczna jest zdecydowanie bardziej u kobiet niż u mężczyzn. Okazuje się bowiem, że 90% kobiet pozostaje we wspólnocie mieszkania z alkoholikiem, podczas gdy 90% mężczyzn opuszcza swoje żony — alkoholiczki.

Myśl o fizycznym rozstaniu jest decyzją wyjątkowo trudną i bolesną dla współmałżonka, który kocha osobę uzależnioną. W tej sytuacji zadaniem osób z najbliższego otoczenia jest wskazywanie na tych, którzy umieją dojrzale kochać w obliczu dramatycznych okoliczności. Sądzę, że bardzo czytelnym wzorcem kompetentnej miłości w tego typu skrajnych sytuacjach, jest przypowieść o odchodzącym synu i mądrze kochającym ojcu (por. Łk 15, 11 — 32). Ojciec z tej przypowieści potrafi kochać syna, który ulega iluzjom łatwego szczęścia i odchodzi. W tak dramatycznej sytuacji ojciec nie cofa swej miłości, ale też nie udziela synowi pomocy. Nie jest okrutny, ale też nie jest naiwny. Z tego właśnie względu ojciec pozostawia błądzącego syna jego własnemu losowi. Gdyby przestał go kochać, to syn nie miałby do kogo wrócić. Gdyby natomiast udzielał mu pomocy i brał na siebie konsekwencje jego błędów, to syn nie miałby powodu, by się zastanowić nad własnym postępowaniem i dokonać przemiany życia. Syn z przypowieści korzysta z mądrej miłości ojca, zastanawia się i podejmuje decyzję o całkowitej zmianie życia. Staje się synem powracającym. Teraz dopiero rozumie, że ojciec nigdy nie przestał go kochać, oraz że kochał go naprawdę dojrzale.

Jeśli współmałżonek zmuszony jest do rozstania z alkoholikiem, to powinien powiedzieć samemu sobie i uzależnionemu, że czyni to z miłości i odpowiedzialności, z nadzieją, że uzależniony uświadomi sobie swoją chorobę, że podejmie terapię i zmieni postępowanie. Wtedy stanie się możliwe odzyskanie wspólnoty życia i zamieszkania. Oczywiście przed podjęciem decyzji o ewentualnej separacji — a także o momencie ewentualnego powrotu — warto porozmawiać z duszpasterzem, a także ze specjalistą w dziedzinie uzależnień. Fizyczne opuszczenie osoby, która w dramatyczny sposób błądzi i krzywdzi siebie oraz innych ludzi, jest najdalszym punktem, do którego może posunąć się ktoś, kto kocha w sposób dojrzały. Nie może on natomiast posunąć się jeszcze dalej, czyli nie może przestać kochać. Również Chrystus doświadczał takiej sytuacji, kiedy musiał odejść od tych, którzy byli cyniczni i którzy zamknęli się na Jego miłość. Jednak nie wycofał do nich miłości i także za nich oddał życie na krzyżu.

Coraz częściej mamy w naszym kraju do czynienia z nieletnimi alkoholikami czy narkomanami. Najnowsze badania wykazują, że ponad 30% szesnastolatków upija się, a w niektórych środowiskach większość uczniów szkół średnich miała już kontakt z narkotykami. Spora grupa tych wychowanków ma rodziców, którzy przeżywają poważny kryzys i którzy nie są w stanie w dojrzały sposób kochać i wychowywać swoje dzieci. Młodzi, którzy popadają w uzależnienia, nie mogą zwykle liczyć na stanowcze i dojrzałe reakcje ze strony swoich bliskich. Zwykle też unikają kontaktu z parafią. W tej sytuacji największą szansę na udzielenie kompetentnej pomocy wychowawczej mają nauczyciele i katecheci. Ich zadaniem jest najpierw zdiagnozowanie problemu, a następnie zwrócenie się do specjalistów z dziedziny uzależnień z prośbą o interwencję. Często jedynym rozsądnym rozwiązaniem okazuje się usunięcie ze szkoły tych uczniów, którzy są już alkoholikami czy narkomanami. Konieczna jest wtedy współpraca z kuratorium oraz zapewnienie uzależnionym uczniom szansy na podjęcie terapii oraz na kontynuowanie nauki w taki sposób, by nie mogli wywierać negatywnego wpływu na innych uczniów.

Na zakończenie jeszcze jedna refleksja. Być kimś dojrzałym to nie tylko nauczyć się kochać drugiego człowieka nawet w sytuacjach skrajnych. Być kimś dojrzałym, to także umieć dostrzec i uznać granice własnej miłości. Naszą ludzką miłością nie potrafimy przecież całkowicie przemienić i uszczęśliwić nawet samych siebie. Tym bardziej nie możemy oczekiwać, że naszą miłością zupełnie przemienimy i uszczęśliwimy innych ludzi. Choćby tylko tych najbliższych czy tych, którzy są naszymi wychowankami. Sytuacja innych ludzi zależy przecież od tak wielu osób, środowisk, wydarzeń i okoliczności. Kochać drugiego człowieka, to nie znaczy być jego wybawicielem. Kochać drugiego, to nie znaczy zapewnić mu szczęście i prawidłowy rozwój. Kochać drugiego człowieka - to pomagać mu troszczyć się o własny rozwój i dobro. W tym sensie kochać, to nie znaczy być odpowiedzialnym za drugiego człowieka. Kochać, to znaczy być odpowiedzialnym za naszą postawę wobec bliźniego, ale nie za sposób, w jaki kochana przez nas osoba odpowiada na naszą miłość, albo za brak odpowiedzi z jej strony. Uznając tak rozumiane granice naszej miłości, unikniemy wielu rozczarowań, pretensji, a także niepotrzebnych oskarżeń czy niedojrzałego poczucia winy. Zyskamy natomiast cierpliwość, pogodę ducha i wytrwałość. Nasza miłość będzie bardziej dojrzała i zrównoważona. Jednocześnie będzie miłością pokorną i wychowującą. I dopiero wtedy może czynić niezwykłe rzeczy. Najpierw w nas samych, a później także w tych, których kochamy. Zawsze oczywiście pod warunkiem, że nasza miłość będzie zakorzeniona w miłości Boga, który pierwszy pokochał nas miłością nieodwołalną a jednocześnie mądrą i wychowującą.

”Anna Kamieńska Tekst opublikowany w: Trzeźwymi bądźcie, nr 3 (2001), s. 8-12 (pod tytułem: Trudna miłość)

 

Terapia dla Współuzależnionych - Co to jest i jak to rozumieć ?

 

Kobiety pozbawione świadomości toksyczności swojego związku z matką,najczęściej upatrujące źródeł swoich trudności w kontaktach z ojcem,skoro w dorosłym życiu wpadły w objęcia alkoholika.
Zawsze jednak są to kobiety,które szukają miłości.

Z jakiego rodzaju motywacją się zgłaszają ?

Cierpienie,którego doświadczają,każe im szukać sposobu na to,aby zmieniać i wpływać na otoczenie - ojca, partnera,chłopaka,syna…Chcą,aby on się zmienił,bo wtedy-sądzą podświadomie-będą szczęśliwe.Nie uświadamiają sobie wtedy najczęściej dlaczego tak bardzo im na tym zależy,aby się zmienił,a zatem-nie uświadamiają sobie właściwej motywacji,która nimi kieruje,a dopiero w trakcie terapii będą to odkrywać.Obsesyjność zachowań nad odpowiedzialnych i nad kontrolnych będących istotą współuzależnienia nakręcana jest przez poczucie winy,które dziewczyna-kobieta nieświadomie dziedziczy po swojej „pra-matce”.Jest tym poczuciem winy silnie z nią związana,gdy na początku zaczynając od sprzątania pokoju po bracie,potem- libacjach ojca,a kończąc na takich zachowaniach,gdy w dorosłym już życiu za wszelką cenę zabiegać będzie o szczęście partnera,poświęcając się mu bez reszty i swoją ofiarnością zabijając siebie.Nieświadomie odtwarza życie i zachowania matki,nawet jeśli ta już nie żyje.To związanie winą to taka obecność matki w aktualnym życiu kobiety,która okazuje się być obecnością niszczącą poprzez szereg negatywnych przekonań, utrwalonych w nawykowych automatycznych zachowaniach, które nie są objęte żadną świadomością. Zawsze to jednak partner będzie winny, temu co ona sama -w efekcie- czuje,nie uzyskując oczekiwanego rezultatu,ponieważ osoba współuzależnina tracąc kontakt ze sobą,obarczyła siebie z odpowiedzialności za to, co robi…Nie widzi siebie! Nie ma ze sobą kontaktu! I w tym miejscu pojawia się istotny dla terapii cel-pogłębienie świadomości własnych uczuć,własnego przeżywania z jednoczesnym dostarczeniem wiedzy o sytuacji rodziny dysfunkcyjnej/najczęściej alkoholowej oraz o istocie choroby,która jest chorobą całej rodziny.

Jakie są zatem fazy pracy terapeutycznej z osobami współuzależnionymi?

I. Pierwsza z nich to uzyskiwanie orientacji w swojej sytuacji życiowej,która obejmuje podstawowe zagadnienia z zakresu rozpoznawania i leczenia uzależnienia od alkoholu i najlepiej jest ,gdy odbywa się w grupie,stwarzającej możliwość uzyskania wsparcia, uznania że nie jest się odosobnioną w przeżywaniu swoich trudności,a przede wszystkim pozwalającą na przybliżenie się do rozumienia siebie poprzez przeglądanie się w historiach współuczestników jak w „lustrze”.
Kobieta ma możliwość „obejrzenia” tego, co się dzieje w obecnej sytuacji w związku rozpoznając jaki rodzaj destrukcji wnosi osoba uzależniona/co robi mąż/i jak kobieta się do tego przystosowała/jakie są jej reakcje na to,co on proponuje/.I wtedy,gdy uzyska wstępną orientację w swojej sytuacji życiowej,da sobie prawo do tego,że może wprowadzać zmiany w związku, w rodzinie na lepsze, oswoi nieco swoje emocje,to z tego etapu wychodzi najczęściej ze zmianą myślenia o przyszłości, kwestionując irracjonalną nadzieję, że „on się zmieni i będzie cudownie” i zaczyna myśleć,że niezależnie od tego, co on zrobi to „ja mogę lepiej się czuć”.

II. Druga faza to rozpoznawanie swojego współuzależnienia i praca nad samym współuzależnieniem poprzez zmianę postępowania.

Na tym etapie kobieta powoli nabiera dystansu do swojej sytuacji,a sprzyja temu celowi szczegółowa autodiagnoza relacji z mężem i destrukcyjnych schematów/”co on robi i jak ja na to odpowiadam”/.Istotny cel tego etapu wyraża się w uzyskaniu wsparcia i przyzwoleniu sobie na ekspresję emocji/na pewnym poziomie/,szczególnie jeśli chodzi o takie uczucia jak wstyd,poczucia winy i krzywdy,lęk,złość.

Tutaj też zaczyna się praca nad przywracaniem nadziei/ale nie tej nierealistycznej, z jaką przychodzi!/,natomiast nadzieja powinna wskazywać, że kobieta może się lepiej czuć, a jej życie układać się lepiej,nawet kiedy mąż będzie pił lub zachowywał się destrukcyjnie i nic się w jego życiu specjalnie nie zmieni.

Istotny obszar tej fazy zajmuje praca nad wątpliwościami kobiet i błędnymi przekonaniami na temat własnych praw,gdy ujawniają wątpliwości,czy mają prawo dbania o siebie, chodzenia na grupę, przeciwstawiania się,zgłaszania męża na leczenie, zgłaszania przemocy, itp.Wątpliwości te biorą się z głębokich przekonań na swój temat,ale mimo to,że ten etap pracy jeszcze będzie pogłębiany w przyszłości,to trzeba się tymi kwestiami zająć „już”,ponieważ destrukcja zawarta w tych przekonaniach uniemożliwić może kontynuowanie pracy.Na tym etapie wiele kobiet „znika” z terapii,ponieważ prezentują wiele przekonań,które przede wszystkim uniemożliwiają sięganie po pomoc, co wyraża się np.w następujących twierdzeniach: ”nie kala się własnego gniazda”,”brudy trzeba prać w swoim własnym domu” itp. Kiedy odchodzi,nie pozwalając sobie na zakwestionowanie tego myślenia, najprawdopodobniej nadal będzie postępować zgodnie z tym przekonaniem,pogłębiając swoje cierpienie.

Na tym etapie dochodzi do szczegółowego rozpoznania,jakie niszczące reakcje ma współuzależniona w efekcie destrukcyjnych zachowań męża oraz uświadomienia sobie jaką cenę płaci za powtarzanie swoich toksycznych zachowań.Przygotowuje sobie tym samym grunt do decyzji na zmianę tych dotychczas stosowanych przez siebie zachowań, ale będzie to możliwe dopiero wtedy,gdy dopuści do swojej świadomości prawdę o ich niszczącej sile .

Dopiero wtedy może przejść do etapu uczenia nowych zachowań,które są potrzebne w danej sytuacji-najczęściej jest to po zakończeniu tego etapu pracy.

Ćwiczenie zachowań konstruktywnych odbywa się poprzez realizacje scenariuszy:

1.rozpoznanie zachowań i wydarzeń destrukcyjnych powodujących automatyczne powtarzanie toksycznych zachowań adaptacyjnych
2.jak wygląda moje zachowanie, kiedy, kiedy mąż zachowuje się w określony sposób?
3.jakie efekty przynoszą moje działania i jaka płacę za nie cenę?
4.czy chcę te swoje zachowania nadal stosować?
5.ćwiczenie nowych zachowań/np. TAZA-W, trening zachowań konstruktywnych itp./
6.monitorowanie wprowadzania w życie tych nowych zachowań

W efekcie,po pozytywnym wyniku takiego monitoringu można uznać,że ta faza terapii jest zakończona. Dla niektórych będzie to oznaczać koniec terapii i wyjście ze współuzależnienia,nawet jeśli mąż dalej pije,dla innych zaś będzie to tylko etap. Praktyka pokazuje jednak,że w większości kobiety potrzebują pracy pogłębionej, kontynuowanej poprzez dalsze etapy.

III. Kolejna faza to poznawanie siebie jako indywidualnej osoby, dotycząca zmiany przekonań ,podczas której kobiety uświadamiają sobie to, co ich w tym współuzależnieniu trzyma/sztywne przekonania, silne nieprzyjemne emocje i niezaspokojone potrzeby/.

Podczas tego etapu następuje praca dotycząca rozpoznawania przekonań/tzn. ”programu na życie” kobiety, które poprzez swą destrukcyjność hamują rozwój osoby, np. przekonania typu: ”sama sobie nie poradzę, więc muszę go słuchać”, ”moje życie jest wtedy wartościowe, gdy jestem mężatką” itp./Kobiety posługują się tymi przekonaniami w sposób nieświadomy, nie wiedzą,że posiadanie tego rodzaju nawyków myślowych zaczerpniętych z najbliższego otoczenia w dzieciństwie/głównie matek/je gubi i jest źródłem cierpienia.
W kontynuacji tej pracy kobiety uświadamiają sobie,że pod destrukcyjnymi przekonaniami są niezaspokojone potrzeby/głównie potrzeba przynależności i potrzeba posiadania/, co pacjentki mają rozpoznać, by zacząć je zaspokajać w taki sposób, który by im służył Jeśli te potrzeby bowiem są sfrustrowane,to łatwo można się współuzależnić,szukając bowiem podświadomie takiego obszaru w swoim życiu, w którym mogłyby odtwarzać tę swoją frustrację mając wciąż iluzję,że ktoś z zewnątrz ten deficyt w końcu zaspokoi.Obszarem „zbawiennym” dla współuzależnionych wydaje się być najczęściej rodzina,która podawana jest zwykle jako podstawowa wartość w życiu tych kobiet.W rodzinie bowiem te ich podstawowe potrzeby zostały sfrustrowane,stąd to ogromne pragnienie,że uda się im je w końcu zaspokoić w swojej własnej.

IV.Ostatnia faza to praca terapeutyczna nad osobistymi problemami emocjonalnymi, które są konsekwencją współuzależnienia, to znaczy nad poczuciem krzywdy, poczuciem winy, poczuciem własnej wartości, wstydem, tendencjami autodestrukcyjnymi, lękiem, złością. Ważne jest aby odróżnić tu,które problemy emocjonalne wzięły się z wcześniejszych faz życia kobiety,czyli problemy z dzieciństwa,dorastania, wcześniejszych związków,a które są konsekwencją wielu lat życia w stresie z osobą uzależnioną.
Na tym etapie istotne jest:

•porządkowanie relacji z partnerem w oparciu o racjonalne przesłanki

Zatem pytania: ”co on robi?”, ”co ja robię?” pozwalają kobiecie ocenić sytuację. Ważna jest też ocena korzyści bycia w związku, ocena kosztów/”co on mi daje?”, ”co ja jemu daję?”, ”co ja chce mu dać,a co on mi może zaoferować?”, ”na co realnie mogę liczyć?”, ”w czym możemy się porozumieć?” Przeanalizowanie tych tematów pozwala na stworzenie warunków do znalezienia odpowiedzi na te pytania i uporządkowanie relacji z partnerem.

Wtedy też po raz kolejny kobieta stwarza sobie okazję do uczenia się konstruktywnych zachowań,ale aby to zrobiła efektywnie musi mieć okazję do diagnozy według następujących zasad:

1.jak on się zachował?
2.co mi to zrobiło/myśli-uczucia/?
3.jak ja na to zareagowałam/zachowania/?
4.czy to było dla mnie korzystne?
5.co wskutek tego mam i jak ewentualnie inaczej mogę się zachować?

Ujawniające się trudności w porządkowaniu aktualnej relacji na tym etapie spowodowane są negatywnymi doświadczeniami z przeszłości ,zatem celem staje się ujawnienie tych zranień i praca w kierunku urealnienia swoich reakcji a także reakcji męża.

Gdy osoba uzależniona przestaje pić, to niejednokrotnie bywa trudniej i gorzej w relacji i w związku,bo zranienia z przeszłości po obu stronach komplikują porządkowanie wzajemnych relacji. Często wtedy żony przychodzą do terapeuty i mówią: ”on jest teraz gorszy niż wtedy, gdy pił”,co jest dla nich oczywiście informacją o tym,że muszą coś zmienić w swoim sposobie przystosowania się(myśleniu, uczuciach, zachowaniach).Tendencja do funkcjonowania w małżeństwie w sposób charakterystyczny dla okresu picia nie znika przecież zaraz po podjęciu abstynencji, a pozostaje i utrzymuje się przez długi jeszcze czas zarówno u alkoholika jak i u jego partnerki.

Nawet,gdy osoba uzależniona umiera,albo się wyprowadza do innego miasta i nie mówimy już o współuzależnieniu /wg.definicji niektórych badaczy tego zjawiska/,to skutki współuzależnienia pozostają i kobieta ma nadal nie uporządkowaną relacje z partnerem.Nadal może w sobie nosić wiele negatywnych uczuć, uraz,które powodują,że osoba ta tylko teoretycznie jest „wolna”,bo przecież jest nadal zamknięta na życie.

•budowanie granic w celu bezpiecznej pracy nad przeszłością

Jeżeli kobieta nie będzie umiała postawić granic i nie obroni się w aktualnie trudnej dla niej sytuacji,to nie będzie możliwości pracy nad przeszłością i nad zranieniami,które były wcześniej.Zatem najpierw trzeba załatwić teraźniejszość na przykład doświadczając siebie w bardziej konstruktywnych zachowaniach związanych z reakcją na atak i krytykę z zewnątrz,asertywnym odmawianiu,wyrażaniu opinii i przekonań itp.,dopiero potem kobieta staje się gotowa obejrzeć wstecz.
Istotnym elementem pracy pogłębionej jest też próba wypełnienia granic-zatem uświadamianie sobie przez kobiety realnych możliwości zaspakajania swoich potrzeb/bez liczenia na partnera/,do których wcześniej miały utrudniony dostęp przez destrukcyjne przekonania.I jest to wyzwanie dla tego etapu pracy nad wycofywaniem współuzależnienia.

wzbudzanie i wspieranie samodzielności i umożliwienie dokonywania wyborów

Jeśli granice są postawione,ma miejsce rozliczenie strat z przeszłości to pozostaje pozostawienie wyboru kobiecie, co ona dalej z tym zrobi. Terapeuta może jedynie „podprowadzić” kobietę do momentu dokonania wyboru. A kobiety różnie wybierają. Gdy wybierają pozostanie w związku z uzależnionym alkoholikiem, zaczynając szanować partnera jako osobę i w inny sposób rozmawiają,to też /czasem/reagowanie z drugiej strony się zmienia.Zależeć to będzie jednak zawsze do stopnia nasilenia destrukcji alkoholowej.
Sądzę,że warto przemycić kobietom rodzaj myślenia: „jeśli decydujesz się na dalszy związek z alkoholikiem,to Twoja odpowiedzialność jako osoby,która więcej rozumie na ten temat,będzie polegała na ciągłym interweniowaniu; jak chcesz z nim być i chcesz być uczciwa wobec siebie i niego,to jesteś skazana na ciągłą interwencję kryzysową. Tylko musisz wiedzieć jak to robić,kiedy ją robić i nie załamywać rąk.Jeżeli jednak się już wyczerpiesz,możesz wtedy podjąć inną decyzję”/cyt.za M.Kisiel/