Spowiedź niepraktykującego alkoholika

Pragnę ten artykuł napisać w sposób inny, ponieważ udało mi się znaleźć wreszcie miejsce dla szczypty optymizmu, który powinien rozpędzić ciężkie myśli wiszące nad opisywanym problemem. Szczypty zaledwie gdyż, optymizm z trudem dyszy pod ciężarem dramatów i tragedii jakimi skutkuje uzależnienie od alkoholu. ale, może właśnie dlatego przykłady, uporania się z własną słabością do alkoholu zawrócenia ze ścieżki wiodącej ku zatraceniu, przykłady zwycięstwa nad podstępnym zżerającym człowieka jego wolę i mózg wrogiem, warte są pokonania bo dowodzą wprost bez żadnego pomnika legendy owianej bohaterstwem, że jest to możliwe. 

Choć z drugiej strony by dokonać w sobie takiego przełomu, zmieniającego wszystko w naszym życiu, trzeba ogromnego samozaparcia w pewnym sensie heroizmu, a nawet desperacji. Trzeba bowiem zmienić nie tylko sposób bycia, przyzwyczajenia ,odruchy, nawyki, ale przede wszystkim myślenie. Z pijanego na trzeźwe. Trwa to niejednokrotnie lata. A jakie to jest trudne, wie każdy kto ma chodź blade o tym pojęcie. Dowodem tragicznym, dowodem tej trudności jest fakt, że zdecydowanie więcej dotkniętych chorobą alkoholową przegrywa z nią, ginie są namacalne przykłady i w naszej gminie, a w najlepszym razie obraca w ruinę swoje i nie tylko swoje życie. Aby rozpocząć walkę ze swoim nałogiem, trzeba przyznać się przed samym sobą , że jest się alkoholikiem. To niby takie proste a często niewykonalne. Nawet szeptem do własnego ucha. Nasuwa się pytanie dlaczego ? A choćby dla tego, że trzeba się przyznać do swojej porażki, uznać własną słabość, pokonać trzeba swoją chorą dumę. A ponieważ tak nie lubimy własnych porażek ! Pisałem, już o tym, że często trzeba sięgnąć dna by się do tego przyznać. Lecz wtedy wydaje się, że nie ma już o co walczyć. Nie! Nieprawda ! Zawsze jest o co walczyć. Nawet o strzępy człowieczeństwa.

Gorzej gdy nie ma już siły, ani woli motywacji do walki, bo wszystko zostało wcześniej bardo solidnie przepite. Najlepsze są przykłady z życia, a nie z baśni, przykłady osób, którym udało się mimo wszystko podnieść. Ja sam zjechałem po równi pochyłej bardzo szybko do samego dna. W pewnym momencie odwróciłem się plecami do alkoholu i poszedłem w drugą stronę, odnajdując trzeźwą drogę. Jak się upodliłem i co przeżyłem, to opisywałem już nie raz. W tym roku 6 stycznia zacząłem dziewiąty rok kroczenia, właśnie trzeźwą drogą dołączyło do tej drogi wiele osób z naszej gminy, to piękne świadectwo mądrości życiowej, zdrowej decyzji. Na tej trzeźwej drodze spotkałem wielu wspaniałych ludzi o pięknych charakterach wspomagających moją działalność, moją trzeźwość. 

To moje ogromne przewartościowanie nastąpiło gdy poznałem bliżej moją chorobę, podczas leczenia w Poradni Pomocy Osobom Uzależnionym w Brzozowie. To właśnie jedna z dróg wspaniała droga do nawrócenia i zrozumienia swojej choroby i siebie. Spróbuj bracie ! spróbuj siostro! na pewno nie będziesz żałować. Przed nami 2009 rok, życzę wszystkim by w nim było jak najwięcej trzeźwych dni, tego życzy lider edukacji i samopomocy trzeźwościowej w naszej gminie. Jurek.

Napisał Jurek Mierzejewski 05-02-2009